Polski Angielski

Zdzisław Stanisław Walczak: "KROJANTY"

Poprzednia Zdzisław Stanisław Walczak:

suchy pastel , 62x91 cm , 2002 r. Obraz przedstawia tragiczny epizod wojenny w pierwszym dniu napasci hitlerowców na nasz kraj. Późnym popołudniem,1 września 1939 roku około godziny 17.00, pułkownik Kazimierz Mastalerz wydaje rozkaz do ataku. Słysząc to adiutant, porucznik Godlewski wysuwa propozycję przeprowadzenia pieszego natarcia. Odpowiedź, jaką usłyszał od dowódcy była następująca: \"Młodzieńcze, sam wiem jak wykonać rozkaz niemożliwy do wykonania\". Rzedniało już, kiedy major Stanisław Malecki na czele I- szego szwadronu gestem uniesionej szabli daje sygnał do rozpoczęcia uderzenia. Jest to moment historyczny - mamy do czynienia z pierwszą szarżą w całej II wojnie światowej. Oddział polski przyjmuje szyk luźny i rusza galopem. Niemcy otwierają z karabinów maszynowych ogień do Polaków jadących jeszcze w lesie, intensyfikują go, gdy ci wyskoczą na wolną przestrzeń. Padają pierwsi zabici i ranni, ale szarża nabiera animuszu, jeźdźcy z szablami w wyciągniętych rękach kładą się płasko na końskich szyjach. Po chwili dołącza i drugi szwadron, dowodzony przez rotmistrza Jana Ładosia. Przez pole szeroką ławą pędzi teraz około ćwierć tysiąca jeźdźców. Niemiecka piechota nie próbuje się bronić, i w popłochu porzuca swoje pozycje. Wydawałoby się, że sytuacja jest przesądzona na korzyść Polaków, gdy nagle zza zakrętu drogi prowadzącej do Chojnic wyłania się długa niemiecka kolumna pancerno - motorowa. Widząc grozę sytuacji, natychmiast otwiera ona ogień. Polacy, jadący pełnym galopem, nie mają możliwości wykonania nawrotu. To już nie walka, to rzeź kawalerzystów, polowanie na pojedynczych żołnierzy. Ginie wraz ze swym koniem prowadzący szarżę rotmistrz Eugeniusz Świeściak, jeźdźcy spadają bezwładnie ze zwierząt lub dają się mimowolnie ciągnąć po ziemi za nogi, wciąż tkwiące w strzemionach. Konie galopują bez jeźdźców, broczą krwią, padają. Pola i szosa zapełniają się trupami ludzi i zwierząt. Z pomocą usiłuje przyjść utworzony doraźnie odwód pułkowy na czele z dowódcą, ale i jego spotyka śmierć. Słychać cichy odgłos trąbki, kawalerzyści pod dowództwem rotmistrza Ładosia grupkami szukają chaotycznie odwrotu. Udaje im się odskoczyć za Brdę, do miejscowości Kwieki. Dowodzenie resztkami pułku przejmuje major Stanisław Malecki, ten sam, który rozpoczął szarżę. Generał Grzmot - Skotnicki wysyła swoje słowa uznania: \"18. Pułk Ułanów Pomorskich okrył się nieśmiertelną chwałą. Zapisał się w dziejach kawalerii złotymi głoskami\". Przekazuje mu także swój Krzyż Virtuti Militari.
Następna

Używamy cookies w celach funkcjonalnych, aby ułatwić użytkownikom
korzystanie z witryny oraz w celu tworzenia anonimowych statystyk
serwisu.

Jeżeli nie blokujesz plików cookies, to zgadzasz się na ich używanie oraz zapisanie w pamięci urządzenia.
Możesz samodzielnie zarządzać cookies zmieniając odpowiednio ustawienia Twojej przeglądarki.

kontakt: admin@arte.fm